Podróż odbyła się bez większych niespodzianek. Towarzystwo w busie to istny wachlarz osobowości.
Od kobiet takich jak ja jadących do pracy po raz pierwszy, zestresowanych księgowych z szeroko otwartymi oczyma,
do„starych wyjadaczek“, które nonszalancko opowiadały jak to wypracowały sobie systemy pracy z podopiecznymi,
polegający na haśle „jak zarobić, a się nie narobić“, po spawaczy, tynkarzy, murarzy. Ci ostatni umilali sobie podróż napojami wysokoprocentowymi co było dość uciążliwe, bo ich wyziewy i chrapanie powodowały, delikatnie mówiąc, dyskomfort.
Obchodzili ogólny zakaz jawnego spożywania, poprzez umieszczenie trunku w butelkach po pepsi.
Cóż może się stresowali i to miało im pomóc w rozładowaniu. Wiadomo, mężczyźni są słabsi.
W takim doborowym towarzystwie podróż nie mogła być nudna.
Jazda przez Polskę była fascynująca nie sądziłam, że mamy takie miejscowości jak Ryczywoły czy Pupki.
Całe życie się człowiek uczy.
Zaczęłam liczyć barany aby trochę przysnąć, 1… 2… 3… dość szybko poszło. Jak hipnoza.
Morfeusz objął mnie swoimi ramionami ale zaserwował niestety koszmar, wszelkie obawy pojawiły się w tej sennej opowieści.
W pewnym momencie poczułam szarpnięcie, wystrzeliłam w górę jak oparzona.
– Dojechaliśmy do Hamburga, to Pani przystanek końcowy.
Byłam w takim szoku, przerażona wizją senną, ponadto moje włosy wyglądały jak wysłużona miotła, twarz lekko opuchnięta,
na policzku odciśnięty wzór jodełki z mojego podróżnego jaśka. Oj nie wyglądałam profesjonalnie.
Nawet nie zdążę poprawić mojego wizerunku. Szybko wyciągnęłam lusterko, zajrzałam ale wiedziałam,
że tego nie da się zrobić w trzydzieści sekund. Trudno, pierwsze wrażenie wypadnie słabo.
Wysiadłam, serce waliło jak młot pneumatyczny (pewnie udzieliło mi się od budowlańców), byłam lekko zamroczona
(wyziewy procentowe z tylnych foteli?).

Dom był duży, biała elewacja, w oknach ciemnobrązowe okiennice, „ładnie, ładnie“ – pomyślałam. Zaczęłam się rozglądać.
Po chwili w drzwiach ukazała się młoda kobieta, szybko podeszła do mnie i uśmiechając się zapytała:

– Frau Psczylkow… Psz…“-  głęboko odetchnęła i próbowała dalej ale niestetety nie wychodziło to najlepiej.
Pszczółkowska to nie lada wyzwanie, zwłaszcza dla Niemców. Wyciągnęłam dłoń i przedstawiłam się swoim zwykłym imieniem“
– Guten Tag, ich bin Ania.
Młoda kobieta zaśmiała się szczerze i stwierdziła, że na szczęście imię mam zdecydowanie łatwiejsze od nazwiska.
Dobrze, że rodzicie nie nazwali mnie Grzegorz.
Okazało się, że młoda dama jest wnuczką mojej podopiecznej. Najpierw pokazała mój pokój, prosiła abym zostawiła swoje rzeczy
i za chwilę przeszłyśmy do pokoju Frau Lisbeth.

Owa Frau siedziała w fotelu, wyraz twarzy wskazywał na mocny charakter i zadatki na jędzę. Wysoko uniesiona broda, lekko przymknięte oczy, uśmiech chyba nie gościł na jej twarzy od wieków, przynajmniej zmarszczki mimiczne na to nie wskazywały. Jakbym strzeliła jej wtedy fotkę to byłby to idealny przykład średniowiecznego portretu.
Pomyślałam „co tam Anka, dasz radę, miałaś podobnie kiedy poznałaś swoją teściową, a później … hmm później też nic się nie zmieniło ale przyzwyczaiłam się do tej kamiennej twarzy bez emocji“ Moja teściowa wyrażała tylko jedno wobec mnie … rozczarowanie, spowodowane tym, że jej jedyny syn wziął za żonę przeciętną Anię, a nie premiera Rzeczypospolitej Polskiej.
Tego nie byłam w stanie przeskoczyć.
Frau Lisbeth wstała, po uprzedni zaanonsowaniu mojej osoby przez jej wnuczkę. Nie mówiąc nic, zaczęła mnie oglądać
jak okaz w muzeum. Gdyby wzrok potrafił robić krzywdę już bym była przecięta na pół i to nie tak jak na występach iluzjonistów.
Przedstawiłam się, oczywiście nie nazwiskiem bo nie chciałam dodatkowo drażnić „miłej, mobilnej staruszki“.
Wyciągnęłam dłoń i drżącym głosem wypowiedziałam regułkę na powitanie. Królowa Lisbeth zignorowała ten gest, tylko wzruszyła ramionami i wróciła na swój tron.
To się wpakowałam! Na szczęście wnuczka zaprosiła mnie na kawę do kuchni i wyjaśniła, że babcia jest osobą nieufną, bardzo źle znosi fakt, że potrzebuje pomocy drugiej osoby, zawsze była sprawna i niezależna. Później pokazała mi cały dom i wysłała do pokoju abym odpoczęła po podróży. Będzie jeszcze ze mną dwa dni, bo później wraca do pracy.
Położyłam się i zaczęłam rozmyślać. Zastosuje wszelkie metody psychologiczne, zdobędę jej serce kotletami mielonymi i szarlotką, jak się zachować, czego nie robić … mnóstwo pytań. Zasnęłam.