Z pamiętnika opiekunki … część 4

Przyszedł ten sądny dzień kiedy ja i moja nowa „przyjaciółka“ Lisbeth zostajemy same, bez bufora bezpieczeństwa w postaci wnuczki. Ostanio czytałam, że zawód opiekunki jest na liscie najbardziej stresujących zawodów na świecie. Przyznaje – to prawda.
Głównym czynnikiem stresującym jest wzrok mojej podopiecznej… jak ja to przetrwam, czy ta kobieta nie potrafi patrzeć inaczej?
Te małe oczka patrzące z wyższością i pogardą, a dodatkowo stresuje mnie fakt, że jej mózg również generuje podobne myśli.
Otrząśnij się Anka, działaj, to nie są wakacje, ale praca.

Od rana krzątałam się w kuchni, wiedziałam już co nieco o  przyzwyczajeniach kulinarnych mojej Frau, skrzętnie wszystko zanotowałam. Niestety nigdy nie potrafiłam wcelować w ugotowanie jajek na miękko, więc zdecydowałam, że w ogóle nie będę ich robić, postanowiłam przygotować zamiast tego placki z jabłuszkami. O matulu miła, co ja narobiłam?! Zaniosłam te placki do uprzednio zastawionego stołu,
przy którym siedziała już gotowa do ataku staruszka. Przecież wiedziała, że nie robie jajek, bo w całym domu czuć było aromat smażonych placków. Postawiłam ową potrawę przed jej nosem, muszę dodać że stół zawsze żąda sobie mieć zastawiony jak na dworze szlacheckim, dzbanuszek do kawy, do mleka, mleko podgrzane, cukiernica z czasów Ludwika XIV, srebrne łyżeczki. Jeśli ja kiedyś sie potknę i zbijie niechcący te precjoza, to zawiozą mnie do Polski w metalowej trumnie, bo ona mnie zaszlachtuje albo komuś zleci, bo ją na to stać;
nie- jednak sama to zrobi .. . wzrokiem.

Więc Lisbeth patrzyła na te biedne placki jakbym jej podała conajmniej małpi mózg, odsunęła talerz ostentacyjnie, wzięła filiżanke z kawą
i cholera nic nie powiedziała. Co za męka.

Przepraszam Panią, ale czy przygotować coś innego, może jednak się Pani skusi, są bardzo smaczne.
O dziwo odezwała sie:
Nie będę jadła.
Czy mam w takim razie sprzątnąć ze stołu?
Zostaw. Idź robić porządki w kuchni.

Cóż, zawróciłam się na pięcie i poleciałam do miejsca zbrodni, czyli powstania placków. Wyszły takie piękne z cukrem pudrem, pachnące. Usiadłam, zrobiłam sobie kawe i spałaszowałam porcję za siebie i za Lisbeth. Zapewne cały tłuszcz pójdzie w wewnętrze nawilżenie organizmu, bo przecież nie w tyłek.

Po skończonym śniadaniu wiedziałam co mam robić, bo plan był z góry ustalony. O godzinie dziesiątej mam czekać w korytarzu,
aż moja podopieczna zejdzie i mam jej towarzyszyć w spacerze. W międzyczasie oczywiście musiałam sprzątnąć jadalnię po niefortunnym śniadnaniu. Jakie było moje zdziwienie, kiedy na talerzu nie ujrzałam ani jednego placka. Starałam sie podchodzic do sprawy na chłodno,
bo przecież mogła wyrzucić ptakom, spuścić w talecie, ale moje pozytywne nastawienie zmuszało mnie do satysfakcji, że może jednak spałaszowała całość. W korytarzu byłam już za dziesięć dziesiąta; ubrana, upocona, trzymająca płaszcz seniorki gotowy do opatulenia
jej drobnej postury. Dama zeszła, jak zwykle bez słowa. Włożyła płaszcz i wyszłyśmy.

Ta krępująca cisza mnie dobijała, bo jestem raczej ekstrawertykiem, dużo mówię, chcę dzielić się swoim dźwięcznym głosem z innymi ludźmi.

Ładna pogoda.
Cisza …
Są w okolicy jakieś zabytki?
Cisza…
Ostatnia próba.
Widzę, że smakowały placki?
Powiedziałam z wyraźnym zadowoleniem. Lisbeth przez sekundę szerzej otworzyła oczy i zwolniła kroku. Ja uśmiechnęłam się pod nosem i nie mówiąc nic więcej, maszerowałam dalej …

2017-12-08T16:11:55+00:00