Z pamiętnika opiekunki … część 5

Dni mijały zaskakująco szybko. Listopad siąpiący deszczem uciekł nawet nie wiem kiedy, ale to dobrze bo od tej wilgoci nabawiłabym się reumatyzmu.
Połowa grudnia również gdzieś zwiała. Zdecydowałam się na przyjazd świąteczny ponieważ zawsze to premia i pomyślałam, że po wypłacie styczeń przeżyje w luksusie.
Pójdę do sklepu i wykupie wszystkie możliwe kształty żelków.

Moja przygoda z Frau Ruth trwała w najlepsze, seniorka nadal była oschła, ale chyba w końcu doceniła, że się nie poddaje. Miałam już wiele kryzysów i musiałam płakać w słuchawkę koordynatorce. Tak na marginesie, te dziewczyny muszą mieć anielską cierpliwość. Przecież jak zadzwoni takich rozgoryczonych pięć sztuk dziennie ? Toć to można się powiesić, a one są zawsze miłe i tak świetnie słuchają, potrafią doradzić, wesprzeć … Czyli nie puszczają na głośnomówiący i nie piłują paznokci.  Nie słychac w tle tylko  „yhm…yhm…“. Po kilku takich sesjach człowiek jest oczyszczony
i przyoszczędzi na psychoterapeucie.

Nieuchronnie zbliżały się święta Bożego Narodzenia, dla mnie jest to czas szczególny, ulubiony, pełen czerwieni i złota.  Wiele słyszałam, że Niemcy nie mają takich tradycji jak nasze,
że jedzą kiełbasę i to wszystko. Chciałam się zmierzyć z tym stereotypem i postanowiłam zrobić niespodziankę w formie polskiej wigilii. Planowałam wszystko dwa tygodnie, zrobiłam listę zakupów, chciałam dać Ruth namiastkę swojej kultury i tego ciepła, które zawsze było w moim domu.

Z lekkim stresem podeszłam do pani „nein uśmiech“ i przedstawiłam swój plan. Słuchała, czytała listę w pewnym momencie odłożyłą na stolik  skrupulatnie zapisaną przeze mnie kartkę
i jak zwykle milczała. Wróciła do przeglądania gazety. Nie wiem co się stało, ale wezbrała we mnie taka złość, że byłam w stanie wyrwać jej to czasopismo, zwinąć w rulon i rozkwasić ją jak muchę,
która w letni, wolny poranek brzęczy i siada na twarzy nie dając się wyspać.
Coś we mnie pękło:
„ Dlaczego mnie pani tak traktuje?! Staram się aby było miło! Robię to dla Pani i dla siebie ponieważ ….
spędzę święta z dala od swoich bliskich, mając za towarzystwo zgorzkniałą, smutną … „

i tu urwałam bo poleciały by inwektywy, wyszłam z pokoju, pobiegłam na górę i zaczęłam się pakować … bo przecież wiedziałam, że po takim wybuchu to zapewne zostane wykopana.
Ogólnie miałam to w nosie, bo już wszystko było mi obojętne. Nie wiem ile Frau Ruth zrozumiała z mojego wylewu emocji, ponieważ użyłam chyba wszystkich języków nawet esperanto.
Powstrzymałam się jedynie od łaciny podwórkowej. Wypłakałam się, powrzucałam ze złością swoje rzeczy do walizki.
Ojeju jaka byłam wściekła i rozżalona! Z podpuchniętymi oczami usiadłam w fotelu i już wybierałam numer do swojej firmy kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Byłam w szoku, zerwałam się z fotela.  Podejrzewałam, że może się pali, że kosmici napadli na ziemię, bo przecież to nie Ruth.
Od momentu przyjazdu nigdy nie była na górze i to na dodatek u mnie w pokoju.
Otworzyłam drzwi i rzeczywiście to była moja dama. Spojrzała na mnie i wypowiedziała jedno słowo:

„Gut, rób to po swojemu.“

Wiem, wiem istne szaleństwo, to aż kilka słów …

„Dziękuję.“

Okazało się, że podczas mojej szaleńczej rozpaczy Ruth przekazała listę  wnuczce i wszystko miało zostać kupione,
więc mogłam szaleć. Po południu przyjechała nawet choinka, Ruth pokazała gdzie leżą ozdoby, były jak wszystko w tym domu
ze średniowiecza, ale wyciągnełam bombki z zakurzonych pudełek i zachęciłam Hexe do ubierania drzewka.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy brała te małe szklane grzybki i Mikołajki w swoje pomarszczone dłonie
i przyglądała się z ewidentną nostalgią po czym wieszała na zielonych gałązkach.

Magia świąt czy może jednak moja Ruth ma serce ? …

2017-12-27T13:14:38+00:00