Z pamiętnika opiekunki … część 6

O nie !!! Dzisiaj stanęłam na wagę i mam do przodu 4 kg.
Wracam do Polski za 3 dni i zamiast wyglądać jak gwiazda z wybiegu domu mody Armani, to nadaje się do roli Jagienki, która gniotła orzechy … kto czytał „Krzyżaków“ to wiadomo czym 🙂
Jedyne co jest dobre w tej sytuacji to delikatnie zniwelowane zmarszczki, ale taka kuracja niestety ma skutki uboczne w postaci zwiększonej objętości ud.
Dobrze, że legginsy poddają się wciskaniu na te posągowe kończyny.

Moja przygoda z Frau Ruth powoli dobiegała końca, nie wiedziałam czy wrócę, nie wiedziałam czy ona będzie chciała abym wróciła. Owszem, zmieniła się, nawet trochę uśmiechała i mówiła więcej. Podczas spacerów pokazywała mi miejsca gdzie poznała męża, opowiadała mi historię swojego życia … Otworzyła się, choć nadal miała swoje humory. Ja poznałam ją na tyle,
że wiedziałam kiedy schodzić z drogi, a kiedy proponować szarlotkę na poprawę nastroju.

Powoli zaczynałam się pakować i czekać na zmienniczkę, miała przyjechać Basia z Krakowa, wiedziałam tylko tyle i widziałam zdjęcie w profilu, który otrzymała Ruth.
Blondynka, bardzo szczupła, więc pobyt w tym miejscu okaże sie dla niej łaskawy i wpadnie trochę kilo. Wyjedzie taka akurat, a nie jak ja „wylewająca się z jeansów“.
Podopieczna nie była zbyt zadowolona, bo to znów poznawanie nowej osoby, zaufanie i przełamanie się.

Czytając profil nowej opiekunki zawołała mnie do siebie:

„ Popatrz, przecież ona złamie się w pół. A jak będzie na spacerze większy wiatr to ją zmiecie z powierzchni ziemi!
Nie nadaje się, przecież nawet nie podniesie torby z zakupami.“

Wymieniała jeszcze szereg powodów, dlaczego owa zmienniczka jest nieodpowiednia dla niej. Między innymi, że na zdjęciu ma nieodpowiednią minę, nieodpowiedni kolor włosów, pewnie jest nieprzyjemna i złośliwa (tak jakby Ruth była aniołem wśród staruszek). Popatrzyłam na profil i zrugałam moją Hexe delikatnie:

Droga Frau Ruth, zobacz jakie ta dziewczyna ma doświadczenie, jakie bogate zainteresowania, język ma na o wiele lepszym poziomie niż mój, na pewno jest kompetentna. Nie ocenia się ludzi po ich wyglądzie i czy mają krzywy czy prosty uśmiech.“

Ruth odwróciła głowę i przez zaciśnięte zęby powiedziała:

„ Ale ona nie będzie Tobą.“

W chwili gdy to powiedziała spojrzała na mnie i w jej błękitnych oczach, pod opadającą powieką zagościły łzy. Byłam w szoku! Okazuje się, że ta zgorzkniała starsza pani była po prostu samotna,
bardzo samotna. 
Siedząc w domu zapomniała jak wygląda życie z kimś pod jednym dachem, że gdy wstaje rano słyszy odgłos gotującej się wody w czajniku, zapach jajecznicy,
że ktoś powie „dzień dobry“ i „dobranoc“ i że tak cieżko już coś zmieniać.

Nie wiem skąd u mnie ten odruch ale przytuliłam babciulę i postanowiłam, że zrobimy dla mnie konkretne pożegnanie, Ruth kiwnęła głową i powiedziała:

„Dziś wychodzimy z domu, idziemy się szykować.“

Okazało się, że moja podopieczna już wcześniej zaplanowała niespodziankę skierowaną ku mojej skromnej osobie. Mianowicie, wyruszyłyśmy do znanej restauracji w Hamburgu
„ The Table Kevin Fehling“. Mówiła, że będzie ekskluzywnie … a ja co … ?  jedyne w co się mieszczę to wypłowiałe legginsy. Na szczęście coś mnie podkusiło aby wziąć jedną sukienkę,
na wszelki wypadek. Spojrzałam w lustro i nie było najgorzej.

Jak zwykle czekałam na Ruth w przedpokoju. Kiedy zobaczyłam ją na schodach to poczułam się jak młodziak, który wyczekiwał swojej pary na bal maturalny i w końcu zobaczył ja w odświętnym wydaniu. Otworzyłam oczy ze zdumienia. Ruth była ubrana w czerwoną, zgrabnie skrojoną sukienkę i żakiet w tym samym kolorze, szyję przyozdobiła perłami, które jak mniemam wyciąga tylko
na specjalne okazje. Wyglądała jak wyrafinowana dama. Sięgnęłam na szybko po pomadkę z torebki i smarnełam jakikolwiek kolor na usta, bo przy niej wyglądałam jak uboga krewna.

Restauracja była naprawdę wyszukana i nowoczesna. Stoły o kształcie podków, wysokie krzesła, kuchnia na środku sali, chromowane lampy.
Nie pasowało mi to do Ruth i jej średniowiecznego stylu. 
Usiadłyśmy przy stoliku, kelner przyniósł menu …

„Kabeljau mit Fruhlingsmaki, Reiscreme, Zitrone und Aal – Dashi.“

OK, myślę .. co to jest? Ale Fruhling SMAKI tak polsko brzmi więc zdecyduję się na to danie.

Ruth zamówiła to samo. Okazało się, że przed podaniem dania głównego są jeszcze przystawki, wszystko podane na wielkich talerzach w mikroskopijnych porcjach .. ale za to jaki smak.
Rozkosz dla podniebienia. Danie główne okazało się dorszem na kremowym ryżu… coś obłędnego.

Wieczór minął nam jak starym kumpelom. Ruth starała się być miła choć jak zwykle zachowawcza, ja oczywiście zestresowana całym zajściem pociłam się i nerwowo machałam stopą pod stołem.
Wróciłyśmy do domu. Zmęczone, ale zadowolone. Na pewno ja. Ruth nie zdradzała zbyt swych emocji. Wiedziała, że następnego dnia będziemy musiały się pożegnać …

„Anno, wrócisz do mnie?“ – zapytała.

Stałam lekko skonsternowana, bo zabrzmiało to jak pytanie skruszonego męża, który zabalował i zwalił to na krysys wieku średniego.

„Frau Ruth, wrócę.“

Po miesiącu pobytu w domu otrzymałam telefon z informacją, że Ruth zachorowała na zapalenie płuc i odeszła … 🙁

2018-01-17T22:44:47+00:00